12 sty 2012

Nie - pewność II

   




                                                                   II


Lubiłam odróżniać się od innych i na bal zamiast czarnej - założyłam długą, błękitną suknię, bez ramiączek, delikatny naszyjnik ze srebra i buty na cienkim i bardzo wysokim obcasie. Choć czułam się jak dziwoląg, to byłam strasznie ciekawa reakcji znajomych.
Odczułam satysfakcję, gdy w ich oczach ujrzałam szok.                                                                                                                     
Adam zapytał:
- Sylwia jak to się stało? … Porzuciłaś czerń?Niesamowite!                                                         
- To jedno dniowe szaleństwo …nie przyzwyczajajcie się…
- Dlaczego? Do twarzy ci w jasnych kolorach! 
 - Takie odcienie, to nie dla mnie. Dziwnie się czuję, nie jestem sobą. Skończmy temat, przecież mamy się bawić, a nie gadać! 

Uśmiech zajaśniał na ustach moich przyjaciół.                                                                                                                   
Sala na, której odbywał się bal przypominała papierowy zamek. Ściany oklejono szarym, spryskanym złotym sprejem papierem pakunkowym, do cienkich desek doczepiono kolorowe szkła i zrobiono z nich piękne witraże, a drzwi ozdobiono rzeźbami z gipsu. Na środku głównej ściany widniał wielki napis STUDNIÓWKA.                                                                                            

Tańcząc Poloneza poczułam dziwną radość, ale i skrępowanie. Dziesiątki oczu skierowane na nas. Patrzące z zachwytem.
Paraliż coraz bardziej ogarniał ciało. Dziwne uczucie nie do opisania.                                                                                                                  
Moim „studniówkowym” partnerem był Michał, dziesięć lat starszy zawodowy żołnierz. Bardzo wysoki i umięśniony. Każda dziewczyna  zerkała na niego ukradkiem, robiła maślane oczy. Dla mnie nic nie znaczył, zresztą jak każdy inny osobnik męskiej płci. Bawiliśmy się do białego rana.
 Z Michałem zerwałam kilka dni po balu.                                                       
Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Nadszedł czas ważnych życiowych decyzji. Okres, w którym trzeba dorosnąć.
Wiedziałam,  że to będzie trudne, musiałam zdecydować czego pragnę i powiedzieć o tym bliskim.                                                                                                                                                 
Po zdaniu matury  zdecydowałam się  wyjechać za granicę do pracy. W Polsce nie miałam  szans na godny zarobek, a na studia nie było mnie stać.
 Dzięki wielkiemu szczęściu  i dziwnemu zbiegowi okoliczności dostałam ofertę z Anglii.  W krótkim czasie przeczytałam wszystkie książki o tym państwie, przejrzałam mapy.

Cieszyło mnie to, że wyjeżdżam, ale noc przed wyruszeniem w podróż miałam niesamowity sen.
 Byłam pięknym ptakiem, latającym ponad szczyty gór. Skrzydłami dotykałam miękkich i zimnych chmur. Czułam się szczęśliwa i wolna. Nagle zerwał się gwałtowny wiatr  i poniósł mnie w nieznane. Gdy się ocknęłam znajdowałam się w klatce przepełnionej kolcami. Byłam strasznie przerażona, nie mogłam wykonywać żadnych ruchów, każdy gest sprawiał ból.                                                                                                                                       
 – Sylwia wstawaj spóźnisz się! – głos mamy obudził mnie z  koszmaru, stał się wybawieniem.                                                                                                          
 – Już wstaje…   
                                                                                                        
Przygotowując się do wyjścia, ogarniały mnie mieszane uczucia. Z jednej strony byłam strasznie podekscytowana, ciekawa świata, ludzi, a z drugiej przestraszona. Opuszczałam miejsce, które znałam od dziecka, ludzi których kochałam, przyjaciół za którymi miałam tęsknić.
 Była jednak tajemnicza siła – być może przeznaczenie, w które nie wierzyłam – która popychała mnie w nieznane.
Opanowałam myśli.                                                                                                         
Zeszłam na dół pożegnać się z mamą, pomimo naszych relacji  rozstanie i tak było trudne.
 Stała i patrzyła oczami pełnymi łez, smutna i milcząca. Odprowadziła mnie do bramki, przytuliła i odeszła. Nie odwróciła się ani razu. Zamykając drzwi samochodu do oczu napłynęły mi  łzy, próbowałam je ukryć i udawać twardą, ale kiedy mama zniknęła za ścianą budynku, a kierowa ruszył rozpłakałam się jak dziecko.                                                                              
W momencie dotarcia na lotnisko ogarnął mnie dziwmy lęk.  Powiew zimnego wiatru  doprowadził  do drżenia. Całe ciało dostało gęsiej skórki, po głowie plątały się różne myśli;                                                               
 - Może to ostrzeżenie – pomyślałam.                                                                    
Zaczęłam zastanawiać  się kolejny raz nad tym, czy dobrze robię wyjeżdżając, ale decyzja zapadła nie było odwrotu.   
Z daleka przyglądałam się ogromnej maszynie, która miała zanieść mnie w nieznane. Lotnisko  położone na obrzeżach miasta tworzyło swój świat. Przez poczekalnie  przemieszczała się ogromna liczba pasażerów, personelu i ochrony.                                                                                                        
Weszłam do środka i usiadłam przy bufecie, jednak nie byłam w stanie nic przełknąć, strach brał górę nad ciałem. Nigdy nie myślałam, że aż tak mogę nie panować nad emocjami.
 Kiedy zbliżałam się do odprawy, nogi były jakby z gumy. Pierwszy raz w życiu miałam lecieć samolotem, to chyba nic dziwnego - pocieszałam się w myślach. Strasznie  wsiąść w tak dużą maszynę i unieść się w górę. Byłam  przestraszona i do głowy przychodziły mi wszystkie katastrofy samolotowe o jakich słyszałam.
 Jednak kiedy ociężała maszyna wystartowała, to widok jaki zobaczyłam zaparł mi dech w piersi.  Budynki stawały się coraz mniejsze, ludzie przypominali małe ziarenka piasku, potem wszystko znikło i poszybowaliśmy między białe chmury. Czułam się jak ptak z mojego snu. Wolna i szczęśliwa.                                                            
W samolocie  poznałam Anie, która pochodziła z Gdyni. Należała do osób niskich, włosy koloru brązowego lekko opadały na jej szerokie ramiona, oczy zielone, okrągłe i duże. Głos cichy, który przyjemnie się słuchało.
 Jak się później okazało miałyśmy pracować w tej samej wytwórni filmowej. Ona jako  pomocnik przy kostiumach, a ja nie wiedziałam jakie miałam dostać zajęcie. Cieszyłam się, że Ania będzie moją współlokatorką
Dzięki jej towarzystwu poczułam się lepiej, lot nie wydawał się już taki niebezpieczny. Tematów do rozmów było wiele.                                                                                                    
Wysiadając z samolotu moim oczom ukazał się piękny widok. Miasto było wspaniałe, całkiem inne niż sobie wyobrażałam i o wiele zimniejsze niż przypuszczałam.
 Na lotnisku czekał  kierowca, który zawiózł nas do mieszkania i zapowiedział podróż poznawczą po Londynie. Jaka byłam zdziwiona i za razem szczęśliwa. Nie spodziewałam się takiej uprzejmości ze strony cudzoziemca . Myślałam, że zostaniemy potraktowane jak intruzi.                                                                                                          
Jadąc ulicami miasta, podziwiałam widoki, zachowywałam się jak mała dziewczynka zwiedzająca zoo. Wszystko było nowe, interesujące i takie inne, tak bardzo różniące się od mojej rodzinnej okolicy.                                                            
Mieszkanie, w którym miałyśmy mieszkać nie było duże. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka, ale nie spodziewałam się i tego. Myślałam, że zamieszkam w jakimś baraku. Lepiej przygotować się na wszystko, niż później być rozczarowanym.
Dużym plusem był widok z okna w mojej sypialni. Piękna duża rzeka płynęła leniwie, dzieci biegały po kamiennym moście, zakochane pary chowały się w cieniu starego drzewa. Przyjemnie było na to patrzeć, a jeszcze przyjemniej fotografować.
W wolnym czasie razem z Anką zwiedzałyśmy miasto, a wieczorami dyskoteki oraz puby. Jako młoda dziewczyna pragnęłam przygód, nowych znajomości, zabawy.
Ania okazała się wspaniałym towarzyszem w nowym życiu. Tradycyjnie w niedzielne robiłyśmy babskie wieczory przy winie, zadając pytania, aby lepiej się poznać.
Podczas jednego z takich wieczorów dowiedziałam się przyczyny opuszczenia ojczyzny przez współlokatorkę.
 – Dzisiaj ja zaczynam - powiedziała podekscytowana.               
– Czekam na pytanie!                                    
– Dlaczego ubierasz się na czarno?- Czekała zaciekawiona na odpowiedz.    
– Jakby to powiedzieć - zastanawiałam się chwile. - W okresie dojrzewania okazywałam w ten sposób, bunt przeciwko światu…       
- A dlaczego nadal się buntujesz?    
- Nie, teraz to już chyba ubieram się z przyzwyczajenia. Lubię ten kolor i czuje się w nim bardzo swobodnie.                                   
 – Ale czasem wygładzasz przerażająco! - Zaśmiała się głośno.       
- Nie jest chyba tak źle ?- zaczęłam też się śmiać. Kiedy spoważniałam.    
– Nie zależy mi na tym co myślą inni, jeśli to komuś przeszkadza nie musi ze mną rozmawiać. Teraz ja zapytam. Dlaczego rzuciłaś pracę i wyjechałaś?
Nagle posmutniała i spuściła oczy na ziemię. Szybkim ruchem wybiła zawartość kieliszka i zaczęła odpowiedz.                   
- Typowa filmowa historia. Byłam zaręczona i miesiąc przed ślubem złapałam mojego narzeczonego na zdradzie. Wesele zostało odwołane, a ja…- głos jej się załamał. - Ja musiałam uciec i zapomnieć.   
- Przepraszam, nie chciałam …- poczułam się jak ostatnia idiotka.           
- To nie twoja wina, nie wiedziałaś. Może na dzisiaj wystarczy tych pytań?   
- Masz rację juto praca. Dobranoc.
 Całą noc myślałam o jej odpowiedzi. Nigdy nie pokazała, że została tak zraniona.
Tego wieczoru utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ma po co kochać. Miłość to samo cierpienie.                                                                                                                                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Trzymałem szczęście za ogon; wyrwało się, zostawiając mi w ręku pióro, którym piszę...Stanisław Jerzy Lec
Niemiłe, obraźliwe, wulgarne lub powtarzające się komentarze będą usuwane.Anonimowych komentatorów proszę o wpisanie imienia, inaczej komentarz usunę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kursory na bloga