24 lut 2015

DZIEWCZYNA, KTÓRĄ KOCHAŁY PIORUNY

Autor: Jennifer Bosworth
Wydawnictwo: Amber
Premiera: 2013

"Dziewczyna, którą kochały pioruny" to książka, która od dawna stoi na mojej półce, i chyba jeszcze trochę by postała, gdyby nie motyw jednego z wyzwań, w których biorę udział. 



Mię poznajemy w dość mrocznych czasach, gdy Los Angeles musi uporać się ze skutkami potężnego trzęsienia ziemi. Jednak to nie jest najgorsze, gdyż człowiek uważający się za Proroka oznajmia, że nadchodzi Dzień Ostateczny dla grzeszników. Wrogami Proroka są Tropiciele, którzy nie wierzą w koniec, gdyż mają swoje przepowiednie. Oba zgrupowania pragną mieć w swoich szeregach Mię, gdyż jest ona wyjątkowa - pioruny jej nie zabijają, a dzięki temu ma w sobie Iskrę lub Światło - rożnie nazywają ten dar. Jest jeszcze tajemniczy Jeremy, który pokazuje dziewczynie wizje, które ją dotyczą oraz nie chce, aby dołączyła do którejś z organizacji.
Kim jest Jeremy i czego pragną Tropiciele i Wyznawcy od dziewczyny?

Powieść nie jest obszerna czasowo, na ponad trzystu stronach mamy opisane zaledwie trzy dni z życia bohaterów. Tempo wydarzeń jest powolne. Autorka bardzo dokładnie przedstawia sytuację po trzęsieniu ziemi, dylematy głównej bohaterki oraz czas, w którym rozstrzyga się wszystko. 

Świat wykreowany przez Bosworth nie jest zbyt interesujący. Autorka nie za bardzo prezentuje - jak w jej mniemaniu wyglądałoby miasto po tragicznym trzęsieniu ziemi. Wspomina o dużej ilości zniszczeń zewnętrznych i o ludziach w namiotach, ale nie poświęca więcej czasu na wgłębienie się w psychikę ofiar kataklizmu. Brak jakiejkolwiek pomocy od strony rządu, miasto jest zdane tylko na siebie i na dwie przeciwstawne grupy...

  Autorka skupia się przede wszystkimi na głównej bohaterce. Pozwala czytelnikowi na wgłębienie się w jej psychikę oraz śledzenie poczynań jej działań. Bardzo skromnie przedstawia dwie organizacje, które pragną Mię, powierzchownie portretuje bohaterów, a jest kilku, którym warto było poświęcić uwagę. Poprzez takie ogólnikowe przedstawienie sprawy bardzo trudno jest wkroczyć do świata, który wykreowała pisarka.

Gdy już trochę poznałam wydarzenia, okazało się, że powieść jest bardzo prosta i przewidywalna. Autorka niczym mnie nie zaskoczyła, nawet wyznając prawdę o Jeremym.

Elementem, który bardzo rzuca się w oczy są nawiązania do Biblii. Koniec ostateczny, Apostołowie, Prorok, przepowiednie. Oraz dwie organizacje biała i czerwona - jeśli mamy patrzeć na kolory ich strojów. Każda z nich ma swój cel i trudno określić, która jest dobra, a która zła.

Autorka pisze prostym językiem, czytanie jest dość szybkie, niestety zainteresowanie treścią jest małe. "Dziewczyna, którą kochały pioruny" nie powala na kolana, niczym szczególnym nie zaskakuje, a bohaterowie nie wzbudzają sympatii. Temat kataklizmu jest potraktowany pobieżnie.

Niestety książka niezbyt mi się podobała i zaliczam ją do powieści przeciętnych, które niezbyt długo zostają w pamięci.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu - 2.1
Grunt to okładka

15 komentarzy:

  1. tytuł fajny okładka fajna:) szkoda ze sie nie podobała

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam na półce, ale chyba nieprędko po nią sięgnę skoro twoim zdaniem to bardzo przeciętna pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam ją w planach, jednak w końcu sobie odpuściłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś bardzo chciałam przeczytać tą książke, ponieważ miałam fioła na punkcie takiej tematyki, ale teraz jest mi raczej obojetna :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Przewidywalnym powieściom mówię nie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro jest przeciętna to ją sobie daruję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, jednak po przeczytaniu Twojej recenzji nie czuję się w ogóle zachęcona do sięgnięcia po nią :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie się obawiałam, ze ta pozycja może nie być dobra i chyba nie będę tracić na nią czasu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie książka była totalnie nędzna. Bardzo kiepsko wykreowany świat i wiele absurdalnych sytuacji. Podobnie jak Ty, nie byłam zadowolona z lektury:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam ją przeczytać, całe szczęście, że sobie odpuściłam...

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam na oku tę książkę, ale właśnie czułam, że jest przeciętna i odpuściłam. Jak widzę zrobiłam dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam w formie e-booka i jakoś mnie do niej nie ciągnie, zwłaszcza po Twojej recenzji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Och, a miałam na nią ochotę... Teraz troszkę nastawiłam się negatywnie i chyba odłożę kupno jej na kiedy indziej (albo nigdy), ale, kto wie, może wpadnie w moje ręce zupełnie przypadkowo. :)
    http://strefa-czytania-obowiazuje-wszedzie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Na książki przeciętne, na razie nie mam czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam książkę. Była nawet miłą lekturą, ale nic więcej :)
    Zapraszam do siebie
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń

Trzymałem szczęście za ogon; wyrwało się, zostawiając mi w ręku pióro, którym piszę...Stanisław Jerzy Lec
Niemiłe, obraźliwe, wulgarne lub powtarzające się komentarze będą usuwane.Anonimowych komentatorów proszę o wpisanie imienia, inaczej komentarz usunę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kursory na bloga