21 wrz 2014

WOJNA W BLASKU DNIA 2

Autor: Peter V. Brett
Wydawnictwo: Fabryka słów
Premiera: 2013
Tom.II
Moja ocena: -3/6
Żeby wygrać wojnę, trzeba stoczyć walkę z sobą.
Świat, w którym nocą ludzkość chroni się przed atakiem demonów, a dzień przynosi rozgrywki polityczne i walkę o władzę.
Tylko dwóch mężczyzn może stanąć na drodze Otchłańcom. Jednego z nich wspiera kobieta z nożem. źródło
Dość ociężale zabierałam się do sięgnięcia po drugi tom "Wojny w blaski dnia", jednak jest to zrozumiale w przypadku, gdy pierwszy tom rozczarował czytelnika.
Co też nowego wydarzyło się w życiu bohaterów?

Ludzie przygotowują się do Nowiu i walki z demonami. Gdy ten czas nadchodzi, demony okazują się dużo silniejsze i przebieglejsze. Losy ludzi wiszą na włosku...Czy przetrwają Nów?
Nadszedł także czas na walkę dwóch dawnych przyjaciół, gdyż Wybawiciel może być jeden. Który z nich okaże się silniejszy; Arlen czy Jardir?

Będąc jeszcze przy treści, pragnę wspomnieć, że autor walkę podczas Nowiu przedstawia obrazowo i szczegółowo. Jako, że jest to dość długi etap, nie łączy walki Krasjan z walką Zakątka - obie obrony krain przed demonami przedstawił oddzielnie. Dlatego też podczas czytania miałam wrażenie, że tom został podzielony na dwie części. Nie będę jednak ukrywać, że nie są one nadto odkrywcze, wiele elementów się powtarza. Poza tym brakuje dynamicznej akcji, ale o tym za chwilę.

Jedynym etapem powieści, który mnie zainteresował, było zakończenie. Oczywiście zastanawiałam się, który z domniemanych Wybawicieli okaże się tym prawdziwym, a co za tym idzie silniejszym.

Wracając do treści - tak jak w poprzednim tomie, tak teraz autor słabo zaskakuje, oszczędza się w dynamicznej akcji, nie potrafił wciągnąć mnie do swojego świata. Autor przede wszystkim dba o szczegóły, które nie zawsze mają znaczenie, często je powtarza i niepotrzebnie przypomina. Dodatkowo nie skupia się na akcji, jego celem jest psychika bohaterów. Bardzo obrazowo przedstawia ich myśli, plany i knowania.

Kolejny minus to imiona bohaterów. Często są długie, dość trudne, ale i bardzo podobne do siebie. Niestety chwilami odczuwałam mętlik i myliłam postacie.
 Dodatkowo uczestnicy wydarzeń często wydawali mi się bardzo sztuczni i bezbarwni; brakowało im życia, krzepy i osobowości.

Treść jak dla mnie ciągnęła się w nieskończoność. Czytanie było nużące, ale na szczęście nie męczące, autor ma lekkie pióro. Jednak przeskoki - zmiany narratorów- czasem mu nie wychodzą, są odczuwalne i czasem tworzą mętlik - jednym słowem gubiłam się. Najpierw czytałam o myślach jednego bohatera, a za chwilę ni z gruszki, nie z pietruszki, jestem w głowie drugiego.

"Wojna w blasku dnia II" tak jak jej poprzedniczka, niczym mnie nie urzekła. Być może jest odrobinę ciekawsza, ze względu na większy udział demonów w treści. Książka ma ponad pięćset stron, ale omijając wiele niepotrzebnych elementów, wydarzenia zmieściłyby się w połowie.
Niestety ani historia, ani bohaterowie nie przypadli mi do gustu.

Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Czytam fantastykę
Klucznik




13 komentarzy:

  1. Wow, piękna okładka. Trochę zbyt pompatyczna, ale piękna. Ale treść zdecydowanie nie dla mnie :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, jak już wspominałam w przypadku poprzedniego tomu, ja sama polecam tylko pierwszą część tej serii, czyli "Malowanego Człowieka" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że kolejna część nie jest taka dobra niestety

    OdpowiedzUsuń
  4. Często tak jest, że druga częśc jest gorsza. Szkoda, że i w tym przypadku tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam część pierwszą tego, tę z niebieską okładką. Nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka taka ładna, a ocena troszkę słabiutka. :( Pierwsza część jeszcze przede mną...

    OdpowiedzUsuń
  7. Często tak bywa że druga część jest dużo słabsza od pierwszej. Ja jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z "Wojną w blasku dnia", ale myślę że na pierwszy tom na pewno się skuszę :).

    http://czytanie-moja-milosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli za ładną okładką czai się słabe wnętrze. Szkoda. Brak zaskoczeń i nuda to coś, czego nie zniosę ;(

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja zaś odnoszę zawsze wrażenie, że tom drugi w trylogii/serii jest najlepszy. Tu jednak moje doświadczenia się nie sprawdziły. I choć lubię, gdy w książkach mamy wgląd w psychikę bohaterów, to nużąca akcja mnie jednak zniechęca:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdyby mnie rozczarował tom pierwsz to wątpię bym znalazła w sobie chęć przeczytania tego drugiego. Ale.. zawsze jest jakieś ale i w sumie nie mogę powiedzieć, że bym tego nie zrobiła. Przyznaję Ci słuszność, że przeskoki w zmianach narratorów są drażniące, ja też tego nie lubię, wprowadz to taki chaos do książki i żeby nie wiem jak akcja była wciągająca - zniechęca. Okładkowe love - jednak nie? ;) Za to Wydana w serii - jak najbardziej zrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście słyszałam o tej serii już parokrotnie. Jak trafię na pierwszy tom to z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwsza część tej.. "części"? była masakryycznaa, ileż można czytać o kościach Inevery? :D Druga już ciut lepiej, ale jak u Ciebie, tak u mnie szału nie było. Zobaczymy co autor wymyśli w kolejnych tomach ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. hej! A ja jestem zakochana w twórczości tego autora. "Malowany człowiek" to dla mnie cudo, szkoda, że według ciebie dalej jest gorzej. Ale muszę spróbować sama :D
    U mnie też właśnie recenzja "Malowanego człowieka", a ja z chęcią chciałabym poznac Twoją opinię o pierwszej księdze.
    Pozdrawiam
    przygody-mola-ksiazkowego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Trzymałem szczęście za ogon; wyrwało się, zostawiając mi w ręku pióro, którym piszę...Stanisław Jerzy Lec
Niemiłe, obraźliwe, wulgarne lub powtarzające się komentarze będą usuwane.Anonimowych komentatorów proszę o wpisanie imienia, inaczej komentarz usunę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kursory na bloga