21 lis 2016

SYRENA

Autor: Kiera Cass
Wydawnictwo: Jaguar
Premiera: marzec 2016
Stron: 392
Kiera Cass sławę zyskała dzięki powieści Rywalki oraz jej kontynuacji. Autorka tym razem odbiła się od bajki o księciuniach i księżniczkach a skupiła się na innej historii, opowieści o syrenach.
Muszę przyznać plusa autorce za kreatywność jeśli chodzi o stworzenie syren, które są inne niż te wszystkim znane. Niestety jest to jedyny plus powieści "Syrena" jaki mogę przyznać autorce tym razem.

Kahlen jest syreną, ale nie od urodzenia. Matka Ocean wybrała ją, gdy jej statek zatonął. Kahlena musiała odsłużyć sto lat Matce Ocean, a później odzyska życie i wolność. Przez lata Kahlena wykonywała obowiązki, opiekowała się młodszymi syrenami, ale nigdy nie była szczęśliwa. Marzyła o miłości i rodzinie. Gdy zostało jej już tylko niespełna dwadzieścia lat służby spotkała na swojej drodze Akinala, spędziła z nim kilka dni i zakochała się. Niestety w obecności ludzi nie mogła mówić, każdy nawet najmniejszy dźwięk sprawiał, że ludzie pragnęli znaleźć się w morzu.
Kahlena musi podjąć decyzję czy zaryzykuje i spędzi kilka lak z ukochanym, czy odejdzie i da mu wolność...

Nie będę obwijać w bawełnę, streszczenie, które przedstawiłam dotyczy w przeważającej części drugiej połowy książki. Początkowe rozdziały są tak nudne i niepotrzebne, że miałam wątpliwości czy dam radę przeczytać tę powieść. Coś bardziej interesującego zaczyna się dopiero około stu dwudziestej strony. Osobiście wyrzuciłabym pierwsze sto stron, a w tych dwudziestych umieściła skrót niepotrzebnych kartek.
Pisząc "coś" miałam na myśli romans Kahlen i Akinala. Niestety nie jest to słodka, romantyczna, pełna uniesień opowieść. Raczej odrobinę nudny związek.

Cass pisze dobrze, ale fabułę buduje bardzo powoli, tworzy wiele niepotrzebnych rzeczy, przez to powieść traci na wartości. W utworze nie ma dynamicznej akcji, nie ma wybuchu emocji. Czytanie z czasem przestaje męczyć, ale treść nie zaciekawiła mnie zbyt mocno.

Kreacja bohaterów jest dobra. Narratorką w dziewięćdziesięciu procentach jest Kahlen i przez ten czas poznajemy ją, jej myśli, jej przeszłość. Postacie drugoplanowe są interesujące, w większości wzbudzają sympatię.

Powieść w moich oczach uratowało zakończenie. Mamy tam zmianę narratora, ostatnie rozdziały są odrobinę bardziej dynamiczne i w sumie satysfakcjonujące.
Tak jak wspominałam dałam plusa autorce z stworzenie innej syreny - bez ogona, bez obowiązku życia w Oceanie. Syreny z powieści Cass to dziewczyny, które Matka Ocean uratowała z katastrofy, i które muszą jej służyć przez sto lat. A jak jej służą? To nie uległo zmianie - przez śpiew, który sprawia, że ludzie tracą życie w wodzie.

"Syrena" to powieść z dużym potencjałem, ciekawymi bohaterami, ale złym dopracowaniem. Nadmiar szczegółów, brak dynamiczniejszej akcji, minimalna ilość emocji sprawiły, że poznawanie treści było dla mnie długie, męczące i nużące.Niestety rozczarowałam się treścią.
Jeśli lubicie twórczość Cass możecie zmierzyć się z powieścią, być może Wy znajdziecie w niej więcej plusów.

8 komentarzy:

  1. Pomysł dobry, tylko wykonanie szwankuje jak widzę. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie opis mnie nawet zainteresował, chociaż raczej nie sięgnę po nią skoro się rozczarowałaś. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przygodę z tą autorką skończyłam na dwóch książkach...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak mi się coś wydawało - że będzie potencjał, ale z resztą gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam Cię blogowiczu! Jestem Ronnie i robię szablony na blogspota :) Czemu to robię? Bo sprawia mi to dużo przyjemności i mogę się w ten sposób doszkalać. Robię to za darmo, Twoją dobrą wolą może być oczywiście jedynie zaobserwowanie mojego bloga. Zawsze możesz mnie odwiedzić i zobaczyć moje prace, które znajdziesz w podstronie "PORTFOLIO". Nie martw się, nie będę potrzebowała ani Twojego e-maila, ani hasła. Cały szablon wysyłam w załączniku a Ty po prostu wstawiasz go do siebie. Jeśli będziesz miała ochotę i chęć zmian wizerunku swojego szablonu zapraszam :) ronniecreators.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. A dla mnie najlepszą częścią książki są właśnie te strony, które chciałabyś zlikwidować. Jak dla mnie związek Kahlen z tym młodzieńcem wybuchł niespodziewanie za szybko, a słodycz oplatająca kartki doprowadzała mnie do szału. Ale cóż... każdy ma prawo do własnej opinii. ;)
    Pozdrawiam!
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chciałabym poczytać coś z tej serii, ale za mało czasu, a na razie stos "do przeczytania" nie maleje, a wręcz przeciwnie coraz bardziej wzrasta.

    OdpowiedzUsuń

Trzymałem szczęście za ogon; wyrwało się, zostawiając mi w ręku pióro, którym piszę...Stanisław Jerzy Lec
Niemiłe, obraźliwe, wulgarne lub powtarzające się komentarze będą usuwane.Anonimowych komentatorów proszę o wpisanie imienia, inaczej komentarz usunę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kursory na bloga